1.03
Już tydzień minął od wypadku rodziców. Ja nadal nie mogę pogodzić się z tym, że ich nie ma. Wiecznie myślę o tym co było kiedyś, o wszystkich chwilach spędzonych razem. Planuję w głowie, co powiedziałabym im gdyby jeszcze żyli. Powracają wszystkie wspomnienia. Niepotrzebnie przeglądałam ten album ze zdjęciami. Dobrze, że zadzwoniła babcia. Gdyby nie ona oglądałabym go jeszcze dłużej.Wszystko już ustalone. Do końca roku szkolnego pozostanę na Alasce, w mojej kochanej Anchoradze. Będę mieszkała u cioci i wujka, którzy teraz tak bardzo mi pomagają. Chciałam zakończyć rok szkolny tutaj. Nie potrzebne mi teraz dodatkowe zamieszanie. Najchętniej zamknęłabym się w jakiejś izolatce. Jednak pierwszego lipca wyjeżdżam do Nowego Yorku, do dziadków. Teraz tam będzie mój dom. Poza Lidią nic, ani nikt mnie tutaj nie trzyma. To oczywiste, że będę za nią tęsknić. Jednak nie mogę wiecznie obciążać cioci. Na pewno nie jest dla niej łatwa opieka nade mną, tym bardziej, że ma tylko dwadzieścia pięć lat. W tym wieku powinna szaleć, a nie zajmować się takim problemem jak ja. Oczywiście nie powie mi tego prosto w oczy, ale wiem, że wolałaby abym w wakacje wyprowadziła się do Nowego Yorku. Jest też plus tego wyjazdu. Tam żadne miejsce nie będzie przypominało mi o wypadku rodziców. Jednak babcia i dziadek są mi prawie obcy. Nasz kontakt ograniczał się do jednego spotkania w ciągu roku oraz krótkich życzeń świątecznych składanych przez telefon. Mam wiele obaw. Czas pokarze, co się stanie. Jak przyjmie mnie to ogromne miasto. Póki co pozostaje mi zastanawianie się dlaczego to akurat ja straciłam rodziców? Dlaczego to ja nie mam teraz nikogo? Co ja takiego zrobiłam?
********
Prolog dosyć krótki. Zachęcam do komentowania. Z chęcią przyjmę krytykę. Pozdrawiam Agnieszka